Jedz, pij i popuszczaj pasa…

Czyli jak to się robi na salonach europejskiej władzy

W czasach Związku Sowieckiego zdarzały się sytuacje, gdy kremlowskie mumie słaniały się na nogach, a publiczności intensywnie wmawiano, że w pełni kontrolują sytuację. W ten sam sposób podtrzymywano polityczne „istnienie” Mao Zendonga i Fidela Castro. Do legendy przeszły rozpaczliwe próby reanimowania Leonida Breżniewa, ciągle także mamy w pamięci alkoholowe „występy” prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.

Kiedy jednak podobne obrazki zaczynają dotyczyć najwyższych urzędników „Zjednoczonej Europy”, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia ze swoistym deja vu, właściwym dla schyłkowych stadiów każdej tyranii. Problem polega na tym, że dzisiejsza eurokracja przedstawiana jest jako szczyt demokratycznej finezji i smaku.

Szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker, w czasie szczytu NATO w Brukseli, był bohaterem przedstawienia, którego nie powstydziłby się ani Czapajew, ani też Borys Jelcyn, w okresie swojego największego uzależnienia od alkoholu.

Juncker, o którym od wielu miesięcy krążą opowieści, ze nie potrafi już zapanować nad swym pociągiem do alkoholu, w czasie obrad szczytu – w obecności m.in. prezydenta Donalda Trumpa – nie potrafił utrzymać pionu i miał wyraźne problemy z przejściem kilku kroków. Podtrzymywany przez premiera Holandii Marka Rutte i prezydenta Portugalii Marcelo Rebelo de Souse sprawiał wrażenie człowieka, który wyraźnie znajduje się pod wpływem alkoholu.

Europejscy notable natychmiast jęli usprawiedliwiać swojego szefa rozpuszczając wieści, że nietypowe zachowanie Junckera było spowodowane nagłym atakiem „rwy kulszowej”, bądź też niespodziewanym a ostrym bólem „bólem pleców”. Dalszą część szczytu przewodniczący spędził poruszając się… wózkiem inwalidzkim.

Zachowanie Junckera nasuwa niestety kilka znajomych skojarzeń.

Pijany sejm

Pierwsze kadencje parlamentu - po 1990 roku -  przepełnione były opowieściami o ostrych imprezach, które odbywały się zarówno w sejmowym hotelu jak też nawet w kuluarach sejmowej sali obrad. Wielu zapamiętało dziwne wychodzenie z sejmowego hotelu po drabinie. Bohaterem tej sceny był sam…Aleksander Kwaśniewski, który zresztą zapisał się później wieloma alkoholowymi „występami”. Najpoważniejszy z nich – pijaństwo w czasie oficjalnej wizyty w Charkowie – tłumaczony był, podobnie jak ostatnie wpadki Junckera -  tylko rolę „rwy kulszowej” pełniła w niej „dolegliwość filipińska”.

Zapamiętaliśmy także pijane mamrotanie Kawaśniewskiego w czasie jego wystąpienia przez rosyjską młodzieżą, wsiadanie naszego bohatera do bagażnika samochodu po serdecznym spotkaniu z białoruskim przywódcą Aleksandrem Łukaszenką.

Szeregowi posłowie – zwłaszcza pierwszych kadencji – zapisali barwne karty w historii politycznego pijaństwa. Pewien poseł z Zakopanego, który reprezentował KPN, zapisał się w dziejach naszego parlamentu tylko jednym wystąpieniem. Chwiejącym się krokiem, ale w góralskiej cusze, wkroczył na mównicę i stwierdził : „kiebyś była moja kupiłbym ci skrzypce, ale ześ nie mojo zagroj se na pipce…”. Do dziś trwają domysły jakiej newralgicznej kwestii państwowej dotyczyła ta wyszukana metafora…

Dla sprawiedliwości należy przypomnieć, że alkoholowe ekscesy – jakkolwiek najbardziej powszechne w klubach SLD, PSL i „Samoobrony” – nie ominęły także środowiska niepodległościowego.

Na wyraźnym „przemęczeniu”, w czasie pełnienia swoich parlamentarnych obowiązków, zostali przyłapani m.in. Ludwik Dorn i posłanka Elżbieta Kruk.

Przyznać jednak należy, że w czasie kolejnych kadencji naszego parlamentu zdarzało się coraz mniej wydarzeń, które byłyby zapamiętywane przez opinię publiczną jako polityczna „jazda po spożyciu”.

Europejskie poczucie samowoli

Całkiem inaczej rzecz zaczyna wyglądać w parlamencie europejskim i wśród eurokratów, którzy pełnia odpowiedzialne funkcje na naszym kontynencie. Poczucie coraz większej wszechwładzy oraz brak odpowiedzialności przed wyborcami, którzy przecież maja coraz mniejszy wpływ na obsadę czołowych stanowisk we „władzach Europy”, sprawiają, że styl bycia eurokratów staje się coraz bardziej bizantyński i pozbawiony hamulców.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, ze największe spożycie kokainy w Brukseli przypada właśnie na okolice gdzie mieści się europejski parlament i siedziby europejskich władz. Sam pomysł, aby wprowadzić tam obowiązkowe badanie mogące stwierdzić, czy w organizmach dygnitarzy znajdują się ślady narkotyków, został żywiołowo oprotestowany.

Obok koneserów narkotyków i swingerskich orgii we władzach Europy znajduje się całkiem spore grono koneserów nadmiernego używania napojów alkoholowych.

Wspomniany już Juncker ma na swoim koncie kilka spektakularnych wybryków sugerujących ograniczony stan poczytalności. Np. w 2015 roku, podczas szczytu w Rydze, naraz jowialnie poklepał po twarzy premiera Węgier Viktora Orbana i okrasił ten gest powitaniem: „hello dictator”.

Po zdarzeniu na brukselskim szczycie NATO biuro prasowe Komisji Europejskiej odmówiło udzielenia oficjalnych komentarzy dotyczących stanu zdrowia jej przewodniczącego.

Oskarżenia o nadużywanie alkoholu, które padają pod adresem Junckera pojawiły się już w 2014 roku kiedy holenderski eurodeputowany Jeroen Dijsselbloem zarzucił przewodniczącemu, że ma wyraźny problem z kontrolowaniem picia alkoholu. Później zresztą Dijsselbloem został zmuszony do przeproszenia Junckera.

Zachowanie Junckera, a wcześniej także Martina Schultza, który znany był z zamiłowania do konsumpcji wódki, wskazują na fakt, że eurokraci czują się pozbawieni kontroli i ich stanowiska nie zależą od głosu opinii publicznej. Poczucie wszechwładzy i braku ograniczeń objawia się w coraz wyraźniejszej dezynwolturze, jaka charakteryzuje ich zachowanie.

Samozwańcze elity

Szybka utrata mechanizmów kontrolnych zwykle charakteryzuje osoby, które swoje wyniesienie zawdzięczają bardziej niejasnym układom niż czytelnym mechanizmom awansu. Jeżeli wyniesienia nie zawdzięcza się ciężkiej pracy i działaniom na rzecz pożytku publicznego, to trudno jest wymagać od tak „wyniesionych”, aby zachowywali się szlachetnie, a przynajmniej przyzwoicie.

Elita eurokratów wyłaniana jest poprzez zakulisowe zabiegi i praktycznie w niewielkim stopniu zależy od poparcia wyborców. Utrzymanie europejskiego stołka bardziej uzależnione jest od spełniania oczekiwań wielkich lobbies niż od osobistych przymiotów, erudycji i jasnej wizji działania.

Trudno zatem oczekiwać, aby tak patologicznie formowane „elity” spełniały standardy zachowania jakie stawia się przed elitami wyłonionymi w procesie naturalnej rafinacji społeczeństwa.

Europejscy komisarze – swoich zachowaniem – (przykład językowej ekspresji komisarz Bieńkowskiej) coraz bardziej upodabniają się do swoich pierwowzorów ze Związku Sowieckiego, których nieodzownymi rekwizytami działania były: skórzana kurtka, nagant i butelka samogonu pod pachą, a w przypadku sekretarza Chruszczowa także zdjęty z nogi but.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
5 + 13 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.