Lato z pytonem

Nie zdzierżył, natężył zwoje i zwiał. Wcześniej uczestniczył w spotkaniach Patryka Jakiego i zadawał nader wnikliwe pytania. Ogólnie jednak był spokojny, wolał podburzać niż samemu występować

. Kiedyś pod sejmem spotkał generała Dukaczewskiego i zdrowo mu nautykał. Jaki to bowiem generał, który sam musi łazić na manifestacje, prężyć się przepuklinowo i robić to, co zwykle powinni robić dla niego sierżanci i mniejszej rangi funkcjonariusze. Kiedy zatem ostatnio zobaczył znów Dukaczewskiego, na – jakże słusznej i prawilnej – manifestacji przeciwko kaczystowskim grzechom nie zdzierżył, rżnął manierami i senatorską pozą o bruk i …zwiał.

Skoro wszystko spełzło na niczym, to postanowił lewoskrętnymi mięśniami wypełznąć nad Wisłę. Dla postraszenia pogoni wszelkich zrzucił skórę i pozostawił ja na lewym brzegu rzeki. Genetyczny odczyt  papilarnego manifestu ze skóry doprowadził ekspertów do prawdziwej ekstazy: zimnokrwisty, wykształcony w obszarach podzwrotnikowych, nie przebierający w czynach, morderczo przystojny, jednym słowem szalenie inteligentny i niebezpieczny dla totalnej władzy w Polsce. Jeden z ekspertów nawet śmiało podniecał się tym, ze : „bez ostrzeżenia może zadusić”. Na portalach opozycji rozpoczęła się prawdziwa kanonada komplementów pod jego adresem, aż wreszcie kultowy komentator Tomasz Zwis orzekł, że w dobie gdy Schetyna traci zimna krew, Petu się całkowicie popruł, a Roza Thun nic więcej nie może, a jak mocniej się napnie, to pęknie wyrzucając z siebie stek niemieckobrzmiących określeń, tylko on – zimnokrwisty, mocny, przebiegły i odważny nadaje się na wodza ogólnokrajowego powstania przeciwko tyranii.

- To jest przywódca, co nie będzie się bał. On zwyczajowo kaczkami i wszelkim drobiem się żywi. Takiego nam trzeba – piał redaktor Zwis.

Ponoć przez karnymi ekspedycjami policji, strażaków i służb dowodzonych przez kaczystowskich siepaczy, ukryła go pewna gorąca europejska patriotka, która ogrzewała go własnym, bujnym jak demokracja w czasach Donalda Tuska, biustem. Ksiądz Lemański odprawił mu nawet obrzędy specjalne, koncelebrowane przez biskupa Pieronka, niedoszłego biskupa Sowę, księdza Bonieckiego i jezuitę Mądela. Ponoć w okolicy, gdzie odprawiano egzekwie woń się niosła siarczana i zgryźliwa, co odczytano jako najlepszą wróżbę.

Potajemne konwentykle – sponsorowane przez wielbiciela zimnokrwistych Sorosa Georga – zawyrokowały nawet, że będzie liderem warszawskiej listy i pociągnie ją jak wyborcza kiełbasa.

W kręgach nowookrzesanej socjety na listę zakazanych autorów wpisano niejakiego Dymnego Wiesława, który śmiał – lat temu wiele -  stwierdzić, że „wszystko kiedyś przemija nawet najdłuższa żmija”.

Krótko mówiąc, wraz z nastaniem swojej brawurowej ucieczki, idolem szansonistek, aktorek i peerelowskiej profesury stał się obywatel Pyton Tygrysi w całej swojej sześciometrowej, śliskiej i skręconej krasie.

Biedaczki zapomnieli jednak, że po lecie przychodzi zima, a wraz z nią Sztywny Pal Azji miast żywotnego gada.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
14 + 2 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.