Mozaika z Przywieczerskim w centrum

Kiedy, w 2005 roku, realizowałem swój film „Gra o PZU” natknąłem się na dokumenty i ludzi, którzy otworzyli zupełnie nową opowieść – nazwijmy ją „Księgą rabunku założycielskiego”, która wyjaśniała kulisy konstruowania gospodarczego systemu Trzeciej Rzeczpospolitej. Jednym z najważniejszych ogniw w tej opowieści był Dariusz Tytus Przywieczerski, kiedyś jeden z „setki” najbogatszych Polaków

Reporterskie przypadki

Wtedy natknąłem się na Marka Gila z krakowskiej spółki „Code”, oraz na K., byłego majora SB, prowadzącego w PRL śledztwa gospodarcze wtedy na moim radarze pojawili się dwaj „biznesmeni” – nieznany wówczas publicznie – Jan Załuska oraz D.T.Przywieczerski.

Wraz z Przemkiem Wojciechowskim pracowicie brnęliśmy przez meandry afery biura maklerskiego Sur 5 Net. W pewnym momencie wszystkie te nitki dokładnie splotły się wokół jednej postaci – Dariusza Tytusa Przywieczerskiego.

Kilka miesięcy później Marian W. były polski król kokainy, wówczas już świadek amerykańskiej agencji DEA, opowiedział nam o tym jak Ireneusz Sekuła i Dariusz T. Przywieczerski inwestowali pieniądze nieboszczki PZPR w nieruchomości na terenie Ameryki Północnej.

Śledztwo doprowadziło nas też do oficerów WSI (m.in. pułkownika Gerarda Z.) do fundacji „Chewra” oraz do ówczesnych polityków. 

Pewnego grudniowego dnia – gdy jechaliśmy na ważne zdjęcia do Warszawy –  pod Piotrkowem Trybunalskim drogę zajechała nam wojskowa ciężarówka. Skończyło się tym, że wybiłem głową szybę samochodu, trzeba było założyć mi sześćdziesiąt szwów na twarzy i spędziłem kilka dni w piotrkowskim szpitalu.

Po tym zdarzeniu zrozumieliśmy, że nasze śledztwa to już nie zabawa. Na długo przed tym jak w mediach znaleźli się opowiadacze o FOZZ, staraliśmy się przekazać komuś naszą wiedzę o skomplikowanym systemie prania państwowych pieniędzy i zamieniania ich w prywatne fortuny wybranych postaci. Spotykało nas wtedy tylko szyderstwo i pukanie się w głowę.

Kiedy jednak – uganiając się za terrorystami – w Dusseldorfie, trafiliśmy z Przemkiem do „Biura Inżynierii Finansowej” prowadzonego przez żonę Josefa Tkaczika i przez cały dzień słuchaliśmy opowieści pana Tkaczika, nagle wiele spraw stało się jaśniejszych. W przekonaniu, że idziemy po nitce, która może prowadzić do wyjaśnienia postpeerelowskich machinacji gospodarczych utwierdziły nas pogróżki, które zaczęliśmy otrzymywać.

Nigdy nie napisałem jednak reporterskiej książki o FOZZ. Musiałem zadowolić się inspiracja do powieści „Wieża komunistów”. 

Mozaika

Major K. przekazał nam dokumenty dotyczące śledztwa w sprawie polonijnej firmy „Carpatia” będącej własnością polonijnego biznesmena z Wiednia Jana Załuski (ten sam Załuska, niedługo potem został dzierżawcą „Wilczego Szańca” w Kętrzynie), wynikało z nich, że Załuska (agent wojskowego wywiadu PRL o pseudonimie „Merc”) współdziałał z Bogusławem Kottem, wówczas skromnym urzędnikiem ministerstwa finansów. Niedługo potem Kott zakłożył pierwszy polski bank komercyjny – Big Bank. Mózgiem tej operacji i wspólnikiem Kotta został… Dariusz T. Przywieczerski. 

Jak to się stało, że niewielki Big Bank przejął znacznie lepiej wyposażony i dokapitalizowany Bank Gdański do dziś pozostaje tajemnicą, o której major K. mówi jedynie: - to mogą wam wyjaśnić tylko „zielone skarpety”.

K. opowiada, że jak aresztował Załuskę pod zarzutem malwersacji, to po kilku godzinach funkcjonariusze MSW musieli go z honorami wypuszczać, bo sprawą zainteresował się członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR generał Tadeusz Szaciłło.

Kiedy pytaliśmy byłego prezesa rafinerii Trzebinia pana T. dlaczego, niefrasobliwie, przelał równowartość dziesięciu milionów dolarów, należących do rafinerii, na wskazane przez Załuskę konto biura maklerskiego Sur 5 Net, ten tylko nerwowo się uśmiechał i pokazywał gest salutowania.

Marian W. jeden z najważniejszych amerykańskich świadków w sprawie przemytu ogromnych ilości kokainy do Europy, w Nowym Jorku pookazywał nam zdjęcia z politykami. Był na nich m.in. Ireneusz Sekuła. W. niedwuznacznie twierdził jednak, że operacja „inwestowania” pieniędzy PZPR w amerykańskie nieruchomości kierował też Dariusz T. Przywieczerski.

Przywieczerski pojawia się także wiele lat później jako biznesowy partner krakowskiego biznesmena, byłego sędziego i właściciela spółki „Code” Marka Gila. Ten opowiada nam o wspólnych interesach z byłym szefem centrali Universal oraz o zagadkowej transakcji sprzedaży warszawskich nieruchomości należących do Universalu.

Josef Tkaczik, od którego zeznań rozpoczęła się w Polsce „afera FOZZ” przekazał nam wiele tropów. Miesiąc później siedzieliśmy z Przemkiem Wojciechowskim w warszawskiej Prokuraturze Apelacyjnej i wertowaliśmy stosy zawilgłych akt FOZZ. Niektóre z nich nawet nie były porozcinane. Znaleźliśmy tam nowe powiązania pomiędzy transakcjami FOZZ a Andrzejem Kuną, Aleksandrem Żaglem i dobrze znanym Przywieczerskiemu Edwardem Mazurem. 

Te wątki nigdy nie znalazły swojego epilogu w postaci skazania „biznesmenów”, którzy wyłudzili z polskiego budżetu dziesiątki milionów złotych.

Finału nie ujrzał także „wątek medialny FOZZ”, o którym rozległą wiedzę posiada Przywieczerski.

Świadek koronny?

W śledztwie dotyczącym afery FOZZ Przywieczerski został skazany m.in. za przywłaszczenie sobie miliona dolarów z funduszy FOZZ. Twierdził jednak, że było to honorarium za konsultacje…w sprawie handlu owcami i wielbłądami (!).

 Przywieczerski został skazany, jednak kiedy tylko Sąd Apelacyjny cofnął wcześniejszą decyzję o zarekwirowaniu mu paszportu natychmiast ulotnił się z Polski. Spekulowano, że ukrył się w Rosji. Jednak śledczy szybko ustalili, że schronił się w Stanach Zjednoczonych. Ustalili…i przez wiele lat nie mogli z tym nic zrobić.

Kilka dni temu okazało się, że Przywieczerski wreszcie może być wydany Polsce. Tu ma zasądzony wyrok trzech i pół roku więzienia oraz możliwość występowania – jako oskarżony – w kilku innych sprawach karnych.

Czy w zamian za ochronę i złagodzenie kary zdecyduje się zeznawać w sprawie największych afer gospodarczych z okresu gdy powstawała Trzecia RP?

Jeśli prawdą jest, że zarówno Grzegorz Żemek (przyznał się do tego), jak i Dariusz T. Przywieczerski byli agentami peerelowskiego wywiadu wojskowego, to Przywieczerski – decydując się na prawdziwe zeznania – może pogrążyć wiele postaci do dziś aktywnych w polskim życiu gospodarczym i politycznym. To wiąże się z niebezpieczeństwem nagłej utraty życia. Czy polskie państwo jest dziś w stanie zapewnić Przywieczerskiemu bezpieczeństwo?

A jeśli prawdą jest hipoteza mówiąca o tym, że „operacja FOZZ” była jedynie częścią znacznie większej akcji prowadzonej przez sowieckie, a później już rosyjskie służby specjalne, to czy Przywieczerski w ogóle zdecyduje się cokolwiek powiedzieć?

Skłonienie Przywieczerskiego do złożenia zeznań choćby tylko w tych kilku wymienionych tu sprawach, może spowodować polityczne trzęsienie ziemi, nie tylko na lewicy.

Czy jednak polskie państwo jest dziś w stanie skłonić go do mówienia?

Komentarze

Pewne poczynania wskazuję, że nie udało się zdobyć asa w tej grze

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
2 + 10 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.