Siła, która musi przemówić

Od wielu lat spada na nas lawina pouczeń. Do znudzenia – przed snem i skoro tylko otworzymy powieki – powtarza się nam jakie to mamy obowiązki, jacy powinniśmy być i czego mamy bezwzględnie przestrzegać. 

Tresuje się nas w respektowaniu praw każdej – ulubionej przez polityczną poprawność – mniejszości. W końcu boimy się nawet odezwać, aby komuś nie podpaść, aby ktoś na nas nie doniósł do jakiegoś sądu, trybunału.

W sytuacji, gdy czujemy na sobie rosnącą presję totalitaryzmu – dla niepoznaki ubranego w szatki humanizmu i troski o najbiedniejszych – warto zdać sobie sprawę z faktu, że 

primo: to my stanowimy tu większość, secundo: płacąc podatki i przestrzegając prawa naturalnego to my właśnie możemy zmiatać rządy i domagać się zagwarantowania naszych właśnie praw, tertio: tolerancja oznacza niemiłą zgodę na współistnienie z tymi, którzy widzą świat niezgodnie z naszymi poglądami i uszanowaniem dla wartości.

Mamy swoje prawa. Najważniejszym z nich jest prawo do wolności. Nikt nie może nam narzucać rzeczy niezgodnych z naszym poczuciem przyzwoitości, świętości i prawego życia. Nikt też nie może gwałcić naszego prawa do ustanawiania w kraju takiej władzy, jaka nam się żywnie spodoba. Najmniej zaś predestynowani do tej roli są eurokraci, których – na dobrą sprawę – nikt nie wybiera i nikt nie rozlicza z tego, co za nasze pieniądze, czynią.

Odrzućmy więc na bok nasze spokojne myśli, odrzućmy na bok przekonanie, że najważniejsze jest unikanie konfliktów. Nadszedł czas, aby otwarcie zdać sobie sprawę z naszych praw i jednocześnie ryknąć. Inaczej zagonią nas do konta, w którym będą nas zamykać, wybijać i „resocjalizować”. 

Ich bezczelna ofensywa trwa na wszystkich frontach.

Ostatnio – w nadmorskich Łazach – mój znajomy uczestniczył w niewinnej „animacji” dla dzieci, która miała być urozmaiceniem ich wypoczynku i dobrą zabawą. Gwiazdą „animacji” dla dzieci była słynna tefauenowska „niania” Dorota Zawadzka. Czegóż to „niania” dzieciom nie naopowiadała. Dowiedziały się, że jej spotkania są częścią całego tournée, które „niania” odbywa nad polskim morzem. „Niania”, która znana jest z tego, że lepiej potrafi udzielać telewizyjnych porad niż wychowywać własne potomstwo, przykazywała dzieciakom, że powinny natychmiast zawiadamiać „stosowne organy” – a nawet rzecznika praw dziecka – gdy tylko zachowanie ich rodziców wyda im się podejrzane. „Niania” – jak rasowy sowietskij komisar – zachęcała więc progeniturę, aby obficie czerpała ze wspaniałego przykładu Pawlika Morozowa. Muzeum tego denuncjatora własnych rodziców mieściło się w sowieckiej Gierasimowce. Na koniec spotkania bezinteresowna „niania” rozdała dzieciom prospekt reklamujący drogie zabawki z komentarzem, aby dzieciaki domagały się od rodziców kupienia im takich właśnie cudeniek. Złośliwie domyślam się, że firma produkująca te rzeczy była cichym sponsorem tego - sowietyzującego milusińskich - spotkania. 

Mówiąc krótko machina wojny z nami działa nieustannie i nie przebiera w środkach. Deprawowanie dzieci uchodzi im bezkarnie…Dlaczego?

Bo my milczymy, albo machamy rękami, albo też kładziemy uszy po sobie aby się nie awanturować. Powiem dosadnie – jeśli nadal będziemy się zachowywać jak zastraszone owieczki, to poderżną nam gardła, zaczipują mózgi i zagonią nas do rezerwatów. Jeśli nie zaczniemy się domagać prawa do wpływu na program wychowania od przedszkoli, aż do szkoły średniej, to niedługo – po cichu, na zasadzie pełzającej mgły – zborsuczą nam młode pokolenie. 

Mamy prawo do wyrzucania z obiegu tych treści, które uznamy za szkodliwe dla naszych dzieci!

Mamy prawo i obowiązek domagania się, aby w przestrzeni publicznej nie były eksponowane i promowane symbole i hasła związane z ruchem homoseksualnym. To zawsze była mniejszość i niech taką pozostanie. Są tolerowani przez normalną większość i niech im to wystarczy. Eskalowanie żądań, ze strony mniejszości, szantażowanie nas nowomową, w której wielką rolę pełni zastraszanie nas terminem: „homofobia”, musi znaleźć swój kres. Dosyć zohydzania miłości, rodziny, płci i seksualności! Dość promowania i gwałcenia nas przez oczy treściami, które są sprzeczne z naturą i poglądami większości mieszkańców naszego kraju! Tolerancja dla homoseksualistów nie oznacza zgody na zrównanie statusu homoseksualnych par z uświęconą w naszym społeczeństwie instytucją małżeństwa. Protestujmy przeciwko nachalnym i złym w swojej wymowie paradom na naszych ulicach. Inaczej trująca mgła zatruje nasze społeczeństwo tak, jak uczyniła to ze społeczeństwami w Europie Zachodniej. 

Mamy obowiązek obrony tego, co dla nas święte. Musimy domagać się od naszych posłów działania na rzecz praktycznego stosowania kar za szarganie naszej religii i świętych dla niej symboli. Tu nie ma żadnej taryfy ulgowej, bo deprawatorzy tylko czekają na nasza bezczynność i słabość. Każde naruszenie naszych uczuć religijnych powinno natychmiast być karane. Nie możemy zachowywać się jak nieprzezorne panny, którym nie starczyło oleju w lampach. Nasza aktywność obywatelska to jednak nieustanne czuwanie. Nie bójmy się oskarżeń o „zaściankowość” i „dewocyjność”. 

Uwielbiam wracać do Mojej Polski właśnie dlatego, że w maju kobiety modlą się pod figurkami Maryji, że w Boże Ciało ulicami chodzą liczne procesje, że trwają peregrynacje kopii jasnogórskiej ikony Najświętszej Maryji Panny.

Piszę te słowa jako człek naznaczony wieloma upadkami, który zakosztował smaku „wolności”, którą oferuje dzisiejszy świat. Pewnie siedziałbym cicho, rachując własne grzechy, gdybym tak codziennie nie zżymał się na letniość, brak aktywności publicznej środowisk ludzi wierzących, tych którzy są lepsi ode mnie.   

Trzeba zatrzymać podstępny pochód neomarksistów przez cała humanistykę. Oni tam czują się jak ryby w wodzie. Zatruwają umysły studentów, marnują publiczne pieniądze, a efektem tego jest wypełzanie z uczelni coraz gorszych potworów. 

Mamy obowiązek protestować – skutecznie protestować – kiedy zamiast polskiej kultury serwuje się nam wymiociny tego, co już dawno na Zachodzie było prezentowane i dziś nie budzi tam nawet wzruszenia ramion. 

Nie musimy przepraszać za to że istniejemy – jesteśmy większością i nie dajmy sobie wtłoczyć do głów kłamliwej retoryki mówiącej, o tym że - jako większość - mamy bezwzględny obowiązek milczenia wobec ekscesów małych – ale promowanych i hałaśliwych – grupek wynaturzeńców. Pamiętajmy o tym, że rycerz, który dotychczas nas bronił: zdrowy rozsądek, jest coraz bardziej zmęczony, atakowany ze wszystkich stron, a jego naturalne warunki życia, są nieustannie podmywane przez fale „nowego świata”. 

Pamiętajmy też o tym, że Platon jest prorokiem wszystkiego czego nie chcemy wokół siebie i nie dajmy sobie wmówić, że konsekwencje jego myślenia są naturalną drogą rozwoju społeczeństw. 

Mamy prawo walczyć o to, aby – w samorządach – rządzili nami ludzie prezentujący podobną do naszej wrażliwość i wartości.

Mamy obowiązek zadbać o to, aby w szeregach partii rządzącej obecnie rugowani byli karierowicze i „farbowane lisy”, a ich miejsce zastępowali ludzie związani z nami. Nie możemy być wyrozumiali dla dziadostwa, które często opanowuje PiS, nie możemy być bierni wobec tego, jak miejsce wartościowych postaci zajmują podrabiańcy, ludzie bez właściwości, mierni i bierni.

Mamy prawo promować naszych ludzi, nasze wartości, naszą kulturę, naszą wizje społeczeństwa i nasze media. 

Pora na to, aby zmienić nie tylko język, którym publicznie się rozmawia, ale także media, które formują wrażliwość i wyobraźnię naszych rodaków. 

Jak wyrugować stąd media niemieckie, postkomunistyczne i otwarcie prorosyjskie, to już temat na kolejny tekst, który niebawem Państwu przedstawię.

Teraz jednak proszę o to, abyście podnieśli głowy, zdali sobie sprawę z faktu, że jesteście większością i – jako potężna siła – zadziałali bez samoograniczania się!

To nie jest kosmetyczna zabawa, to bój o świat w jakim będą żyły nasze dzieci. Na każdą próbę zastraszenia reagujmy solidarnie i z mocą jaka płynie z faktu, że to my jesteśmy tu milczącą większością.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
6 + 0 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.