Zręcznie przygotowana samotność

Człowiek jest istotą społeczną i nie trzeba czytać Aronsona, aby się o tym przekonać. Chcemy być z innymi, żyć sprawami powszechnymi i angażować się w akcje, w które angażuje się nasze otoczenie. Katolicyzm też jest wspólny i wspólnotowy – trudno bowiem cieszyć się wiarą nie mając wokół innych, którym możemy ją nieść, albo wspólnie z nimi wiarę przeżywać.

Tymczasem żyjemy w epoce, która niepostrzeżenie, powoli i stopniowo (jak przysłowiową żabę gotowaną na wolnym, acz stale wzrastającym ogniu) odziera nas z naszej wspólnotowości, za pomocą wyrafinowanych technik pcha nas w stronę samotności, która ciągle nosi zewnętrzne pozory świetnej zabawy z innymi..

Dlaczego? Ano po prostu ludzie samotni, odcięci od realnej wspólnoty, są słabsi, bardziej podatni na manipulację i zastraszenie. Są także…głupsi, bo pozbawieni realnej rady i doświadczenia innych.

Po co funduje się nam takie zmiany? Odpowiedź jest najprostsza z możliwych: takimi ludźmi łatwiej się manipuluje!

Władza, która miała niegodne zamiary wobec społeczności, zawsze starała się tą społeczność rozbić, skłócić, a w konsekwencji właśnie zatomizować.

Dziś ta tendencja przybrała na intensywności. Służą temu media – a zwłaszcza media elektroniczne posługujące się obrazem. To właśnie obrazy, swoiste hologramy życia, mają nam stworzyć namiastkę realności na tyle silną i atrakcyjną, aby oderwać nas od uczestnictwa w realnej wspólnocie.

Proces ten nasilił się jeszcze mocniej gdy nasze telefony komórkowe nagle stały się centrami wszechwiedzy i zaspokajają nieomal każdą naszą potrzebę. Czy aby to globalny „dobry wujek” daje nam ten prezent z dobrego serca i dla naszego dobra?

 Już nie chodzi się do biblioteki, nie szuka nauczycieli, mistrzów – nasz telefon dokładnie nam to wszystko załatwia. A że jest to wiedza sterowana, pobieżna i jedynie naskórkowo dotykająca istoty rzeczy – cóż, takie czasy – usprawiedliwiamy się i gnamy dalej w tempie narzucanym przez globalnych manipulatorów.

Już nie ma czasu na rozmowę, chwilę w towarzystwie innych ludzi, których cenimy. Nie ma na to czasu, bo nasz telefon już o czymś przypomina, już pokazuje, że właśnie powinniśmy pobrać jakąś kolejną, bzdurną, aplikację, coś tam wgrać, gdzieś tam pobiec…bo inaczej wypadniemy z trendu, staniemy się osutsaiderami. Będziemy poza głównym nurtem!

Media elektroniczne, portale społecznościowe i wszystkie inne wynalazki nowoczesności, które spadają na nas teraz jak lawina, przyzwyczajają nas do siebie, oswajają ze sobą. Nawet nie spostrzeżemy się jak otoczą nas pancernym kokonem świata, który nam stwarzają.

Ten świat wystarcza, nie mamy już siły, aby poszukiwać czegoś poza nim.

Od wielu lat obserwuję taksówkarzy. Był czas, kiedy na pamięć znali topografię miasta, skróty, udogodnienia, potrafili wymyślić różne warianty trasy, sypali do tego mnóstwem anegdot i jazda upływała na ciekawej rozmowie, z czasem tuż przy ich kierownicach zaczęły gościć urządzenia GPS. Dziś trudno już spotkać taksówkarza, który – w dużym mieście – poradziłby sobie bez tego urządzenia. Ostatnio przeczytałem nawet o kobiecie, która do tego stopnia zaufała swojemu elektronicznemu nawigatorowi, że wraz z nim wjechała w przepaść.

Nowe media uzależniają nas od siebie. Znam już ludzi, którzy nie chcą wyjść z domu nie sprawdziwszy uprzednio – na aplikacji pogodowej – jaka za oknem panuje aura.

Te wszystkie wynalazki osaczają nas tak szczelnie, że dziś trudno wyobrazić sobie życie bez karty bankomatowej, kredytowej, bez telefonu, który wykonuje za nas wiele różnych funkcji, czy też bez wspomnianego już wcześniej urządzenia GPS. Jak poruszać się bez tysiąca aplikacji rezerwujących nam bilety, hotele, wybierających za nas kierunek wakacyjnych wojaży?

To wszystko działa lepiej niż elektryczna obroża. Formatuje nas dokładnie i czyni nas do bólu przewidywalnymi. Jeżeli dodamy do tego cały współczesny przemysł reklamowy, to zdajmy sobie sprawę z faktu, że zaczynamy żyć w globalnym akwarium, do którego ktoś dostarcza pożywienie, wymienia w nim wodę i natlenia je, ale jedynie na tyle, abyśmy nie popadali natychmiast.

Żyjemy w epoce, która stymuluje w nas powstawanie syndromu wyuczonej bezradności. Doświadczenie, które stało się podstawą do opisania tego fenomenu, przeprowadzono już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wykonywane było na psach.

Oto do klatki wprowadzano psa, w pewnej odległości od niego ustawiano smakołyk, problem polegał jednak na tym, że smakołyk był oddzielony niewidzialną barierą, która emitowała elektryczny szok. Po pewnym czasie pies już nawet nie próbował dojść do smakołyku, pomimo tego, że bariera została już dawno wyłączona. Podobnie było gdy naraz podnoszono kratę i pies mógł swobodnie wydostać się z pomieszczenia, jednak zamiast krat pojawiła się znów niewidzialna bariera elektryczna, pies chcąc opuścić klatkę był karany elektrycznym szokiem. W końcu kładł się na podłodze i zaprzestawał jakichkolwiek prób wydostania się z pułapki. Potem taki pies wprowadzony do jakiegokolwiek pomieszczenia nie umiał się z niego wydostać, zalegał bezwolnie na podłodze, pomimo faktu, że nie było w nim żadnych ukrytych urządzeń.

Formułując wnioski po tym eksperymencie badacze nazwali takie zachowanie : „Syndromem Wyuczonej Bezradności”.

Dzisiejsza  ulewa pozornie niepowiązanych ze sobą gadżetów sprawia, że powoli stajemy się takimi właśnie psami.

Bez GPS – u, smartfonu, bez Wikipedii, gogle- a, facebooka, instagramu i tweetera nie potrafimy już funkcjonować, podejmować decyzji, czy też dokonywać logicznych wyborów.

Stajemy się więźniami wirtualnej rzeczywistości i „przenośnej pamięci”, do których klucze posiadają tylko nieliczni, wtajemniczeni.

Czy Państwo zdajecie sobie sprawę z faktu, że zanim na rynek wprowadzony zostanie jakiś wyrób, to odbywa się cała akcja planowanego oszustwa, wprowadzenia nas w iluzję, która sprawi, że właśnie ten wyrób, nie bardzo nawet wiedząc dlaczego, zakupimy.

Oto sprytny producent wprowadza na rynek np. (tu zdajcie się na moją fantazję, bo taki produkt jeszcze nie istnieje) nowy sprzęt o nazwie: „Myślokrok”.

Jego działanie polega na tym, że co kilka kroków wykonanych lewą nogą będzie towarzyszyć nam  miły, upajający dźwięk, a kilku krokom wykonanym nogą prawą towarzyszyć będzie - zmyślnie do dźwięku - dobrana sentencja.

I tak idąc np. do pracy będziemy mogli wysłuchać losowo ponoć dobranych sentencji skojarzonych z miłymi dla ucha dźwiękami, nasz przyrząd będzie także wydzielał najbardziej oczekiwane przez nas – o danej porze dnia – zapachy. Przyrząd będzie badał poziom serotoniny i cukru we krwi i dozował nam odpowiednie bodźce, abyśmy czuli się szczęśliwi.

Zanim uszczęśliwiający Myślokrok – narzędzie najbardziej perfidnej manipulacji (bo kto dobiera sentencje?!) wejdzie na rynek, rozbierzemy na czynniki pierwsze potencjalnego konsumenta tego wyrobu. Potem reklamowy przekaz dostosujemy do jego języka, sposobu myślenia, miejsc, które lubi i w których się pojawia. Nawet liternictwo dobierzemy stosownie do jego poziomu wykształcenia, wrażliwości, wieku, aktywności etc.

Przy premierze półki, na których będzie się znajdował nasz produkt, spowijemy oparami najpiękniejszych (dla danej grupy konsumentów) zapachami.

Mówicie: futurystyka, to przyjmijcie łaskawie do wiadomości, że już dziś w wielkich galeriach handlowych, w różnych miejscach, rozpyla się zapachy, które stymulują nas do jedzenia, do wydawania pieniędzy, niektóre z nich powodują nawet uruchomienie swoistego zakupowego szału. Już dziś – wchodząc do galerii handlowej – dobrowolnie godzimy się na to, że będziemy mamieni, stymulowani, manipulowani, od naszego pierwszego, do ostatniego kroku uczynionego w tym przybytku.

Kiedy więc wchodzicie do takiej galerii w niedzielę i uważacie, że to nic zdrożnego, to zastanówcie się nad tym, że wolicie dziwną, podprogową manipulację niż Słowo Boże, jakie tego dnia pada na Mszach Świętych.

Nie jestem świętoszkiem, nie jestem godzien, aby Was napominać, ale uwierzcie mi – dzisiejsza cywilizacja usiłuje wedrzeć się do naszej duszy (w którą przecież oficjalnie nowoczesna cywilizacja nie wierzy) i zamienić nas w bezwolne zoombies, które uruchamiane są przez nieznanych nam manipulatorów.

Czy na tym polega świadome życie?

Samotność, na którą tak często dziś się uskarżamy, to produkt globalnej manipulacji, chęci uczynienia z nas wyobcowanych nieudaczników, którzy bez produktów podpowiadanych przez manipulatorów nie są w stanie żyć, kochać, myśleć.

Czy chcecie godzić się na świat łatwych namiastek, czy też musimy odnowić nasze wspólnoty i w nich szukać ratunku przed wszechogarniającą manipulacją?

Bóg daje nam wolną wolę, on nie musi manipulować, tak więc sami dokończcie zdanie:

Ojcem manipulacji jest…..

Komentarze

Czesto wybieram

Lubie chodzić swoimi drogami

Robić zakupy w jednym sklepie

Jeździć wg mapy samochodowej i drogowskazów /wspomagam się GSM/

Reklamy ...
Kupuje co potrzebuje wg.swojego uznania

Grupa ...
W pracy
Ok

Rodzina ...
Wsparcie

Społeczność ...
Czasowa mobilizacja zadaniowo-duchowo-rozrywkowa

Telefon ...
Lokalizator
Gadżet bez którego można żyć

Portale społecznościowe
Wywiadownie mimo woli

Otaczającą nas elektronika
WiFi
Wszelkie pola magnetyczne
Zakłócają prace naszego organizmu
Serca
Stąd, tak mi się wydaje sercowe kłopoty

Czasami dobrze całą tą nowoczesność rzucić w kąt.

I wybrać samotność
W cichym zakątku :-)

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
5 + 11 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.